Siedziałam
na ławce w parku i próbowałam odeprzeć od siebie prośby Dave’a.
Wiedziałam, że jeżeli ojciec przyjdzie z pracy i zobaczy, że mnie nie
ma, wścieknie się. W końcu miałam
szlaban. Moja sytuacja robiła się coraz
gorsza, a wiedziałam, że jeszcze jeden wybryk czy
dwa i kochany tatuś załatwi mi… coś, żeby się mnie pozbyć i „wychować” z dala od domu. Właśnie dlatego
pod żadnym pozorem nie mogłam się zgodzić na imprezę, na której
będzie masa
alkoholu i może czegoś poza tym.
- Ej! No weź! – powiedział Dave patrząc błagalnym
wzrokiem
– Przyjdź!
- Ja już powiedziałam. Nie.
– powiedziałam po chwili zastanowienie, próbując nie
patrzeć w jego jasno
zielone oczy, bo wiedziałam, że to mnie przekona i nie będę potrafiła
pozostać przy swoim
zdaniu. On dobrze o tym wiedział.
- Mam cię zawlec siłą? –
zapytał z uśmiechem i podniósł moją brodę tak, żebym mogła
spojrzeć mu
w oczy. Mocno zacisnęłam powieki, choć
wiedziałam, że na nic się to nie
zda.
- Dobrze już dobrze. Pójdę z tobą na tą imprezę, ale będę miała
przerąbane. Wiesz
o tym…
- Taaaaak! - krzyknął uradowany
i uścisnął mnie mocno
- Nie tak szybko. – powiedziałam odpychając go od
siebie – Najpierw obiecaj, że nie będziesz pił dużo alkoholu
i palił. Proszę obiecaj mi to. Pamiętasz co się zdarzyło
ostatnio…
- Tak. Dobrze. Obiecuję.
– uśmiechnął się i
pocałował mnie w czoło. Ja również się uśmiechnęłam
* * *
Wyszłam
z domu tuż przed 20.
Wiedziałam, że ulicę dalej czeka na mnie biały
Mercedes W107, a w nim brunet o jasno zielonych oczach. Mój najlepszy kumpel
był jednocześnie najprzystojniejszym i najpopularniejszym
chłopakiem w szkole. Szkoła w Georgetown nie jest duża, ale mamy
tylu uczniów
by stworzyć 3 kluby. Najpopularniejszymi grupami był klub sportowców i ‘lasek’, a potem
przeciętniaków i kujonów. Dave był wyjątkiem. Nie należał do żadnego
klubu, a miał tylu znanych kumpli, znajomych. Ogólnie mnóstwo kontaktów. W mieście znali
go chyba wszyscy. Myśli krążyły wokół dzisiejszej imprezy.
Miałam przeczucie, że wydarzy się coś złego.
- To tylko moja wyobraźnia. Nic się nie
wydarzy. –
próbowałam przekonać samą siebie
Gdy zobaczyłam samochód Dave’a poczułam się jeszcze gorzej. Podbiegłam do samochodu,
otworzyłam drzwi, weszłam i bez słowa zapięłam pasy.
Znał mnie na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie należy mnie o
nic nie
pytać. Jechaliśmy więc w
milczeniu, gdy dojechaliśmy na miejsce okazało się, że nie jest
to impreza dla „najbliższych
znajomych”.
- Jezu! Kate zaprosiła chyba całą szkołę… - powiedziałam cicho
Kate nie była typem imprezowiczki. Wszyscy wcześniej
wiedzieli, że jest dosyć bogata,
jednak niewiele osób chciało się z nią kumplować…
Wszystko zmieniło się…
ona zmieniła się
odkąd poznała
swojego chłopaka. Sportowca.
Wyszłam z auta. Mimo, że był wrzesień było
bardzo ciepło. Czuć było jeszcze coś z lata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz