środa, 13 czerwca 2012

Rozdział 2


               Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam. Wiedziałam, że ta impreza to zła decyzja. Coś koło 11 w nocy chłopaki z drużyny wymyślili głupią zabawę. Przywiązali jedną końcówkę liny do schodów, a drugą do drzewa za basenem. Zjeżdżali po niej, a puszczali się dopiero nad basenem. Wszyscy byli już odrobinę wstawieni… Byłam w tym czasie w toalecie. Gdy próbowałam wyjść, okazało się, że drzwi nie można otworzyć. Albo żarcik chłopaków z drużyny, albo zamek się zaciął.            
- Czemu nie wzięłam telefonu co mam zrobić. Nikt mnie nie usłyszy
                Nie wiem ile siedziałam w tej toalecie, ale po jakimś czasie usłyszałam wrzask, a po jakiś 10 minutach usłyszałam syreny. Weszłam na klapę sedesu i wyjrzałam przez okno. Policja. Karetka? Ujrzałam też ludzi uciekających we wszystkie strony. Policja weszła do domu. Wiedziałam, że garstka imprezowiczów na pewno została na parterze i rozmawia z policją. Nagle usłyszałam kroki. Zaczęłam wrzeszczeć. Ktoś z drugiej strony usłyszał moje krzyki i przesunął to co stało przed drzwiami. Spróbowałam otworzyć. Udało się. Zaczęłam dziękować, a gdy podniosłam wzrok zobaczyłam bardzo znajomą twarz. Spodziewałam się jej najmniej.
- T…Ta…Tata? – wydukałam
Był policjantem, ale nigdy nie… Nie mówił, że ma... Że ma dziś dyżur… O Boże!
- Teraz masz prawdziwe kłopoty, Elizabeth. – patrzył na mnie naprawdę wściekły. – Idziemy.
Wychodząc z domu Kate widziałam jak musi się tłumaczyć, ale z czego… Jakiś koleś szedł zakuty w kajdanki z policjantem. Rozpoznałam w nim mojego przyjaciela, który wypowiedział bezgłośnie w moją stronę słowa: „przepraszam”. Teraz już nic dla mnie nie znaczyły. Nie miałam pojęcia za co go złapali, ale obiecał. Obiecał, że dziś się nic nie stanie, że wrócę do domu przed ojcem. Nie zauważy on mojego zniknięcia, a w poniedziałek spotkamy się w szkole i ocenimy całą imprezę i... I wszystko będzie jak dalej. Rozważania przerwał mi ojciec, który potrząsał mną i wrzeszczał.
- Jak mogłaś? – zapytał tata. I pierwszy raz zrobiło mi się go naprawdę żal. Wychowywał mnie samotnie przez tyle lat, a naprawdę, wyobrażam sobie jak trudno jest wytrzymać ze mną.
- Przepraszam. Zawiodłam twoje zaufanie… - powiedziałam cicho, pierwszy raz szczerzę
- Delikatnie mówiąc. Czemu nie powiedziałaś, że masz jakieś kłopoty.
Nie miałam pojęcia o czym on mówi. Tata nadal kontynuował:
- Chodzi o chłopaka, szkołę. Powiedz… naprawdę chcę ci pomóc.  – był bliski płaczu
- Nie powinnam się urywać z domu któryś raz z kolei. I to podczas trwania szlabanu…
- Mogłabyś już nie udawać. Wiem o narkotykach. Wiem wszystko. Rozumiem, że chciałaś chronić przyjaciela, ale był on również przestępcą. Dobrze wiesz, że sprzedawanie narkotyków nie jest legalne!– spojrzał na mnie oczami pełnymi łez
- C…coo… Co proszę?
Dopiero teraz wszystko się ułożyło. To dla tego Dave chciał być na imprezach na których niekoniecznie byli ludzie z którymi przebywanie nie było rzeczą wskazaną. To dlatego znał wszystkich... Nie mogłam wprost uwierzyć, że nic nie zauważyłam. David-mój przyjaciel, który był mi bliższy od własnego ojca używał mnie jako zabezpieczenia, bo tata to glina. Modliłam się, żeby to był tylko zły sen. Nie mogłam wytrzymać. Jak mógł tak kłamać.
- Ja nie brałam. – powiedziałam płacząc. Ojciec odebrał ten sygnał jako kłamstwo.
- Skoro nie chcesz się sama przyznać. Nie chcesz mojej pomocy. Jestem zmuszony wysłać cię do ciotki do Northampton.
- Ale… Ale… Ja naprawdę
- Idź do swojego pokoju. I się spakuj jutro wieczorem wyjeżdżasz. Skoro ja nie umiem cię wychować, to może Clarisse się to uda.
Zapłakana poszłam do swojego pokoju. Wyrzuciłam z szafy wszystkie ubrania, wrzuciłam do jedynej torby podróżnej jaką znalazłam. Gdy jednak łzy utrudniły mi pracę rozmazując mi wszystko co widziałam, usiadłam na dywanie i płakałam jak małe dziecko. Nim się spostrzegłam zasnęłam
Rano, dopóki nie otworzyłam oczu byłam pewna, że to wszystko mi się śniło. Jednak gdy otworzyłam jedno oko zobaczyłam czarną torbę podróżną.
- To nie był sen. Dave mi nie powiedział… Nic mi nie powiedział… A ja się nigdy nie zorientowałam. Ja głupia.
Wiedząc, że takie myślenie w niczym nie pomoże, wstałam poszłam do łazienki ubrałam się i umyłam. Mimo postanowień wszystkie te czynności robiłam płacząc. Byłam zdziwiona, że mimo całej przepłakanej nocy nadal miałam łzy i siłę płakać. Po zejściu do kuchni zobaczyłam karteczkę:
Nie budziłem cię, bo nie musisz iść dziś do szkoły. Zadzwoniłem i powiedziałem Dyrektorowi o wszystkim i wyjaśniłem, że nie będzie cię do końca roku szkolnego.
               Zrobiłam sobie śniadanie. I usiadłam na kanapie. Patrzyłam na wyłąćzony telewizor. Przetwarzałam każdą chwilę z Davem pod kątem jego "pracy". Wszystko połączyło się w logiczną całość.
-I po tak długim czasie się nie zorientowałam...-powiedziałam cicho do siebie.
Nagle zadzwonił telefon. Kiedy odebrałam, w słuchawce, po drugiej stronie usłyszałam ojca.

2 komentarze:

  1. świetnie piszesz. Mogę dodać do obserwowanych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za dodanie do obserwowanych,a na bloga na 100% i skomentuję.

      Usuń

Metal Pointer