Siedziała na parapecie i patrzyła przez okno na
szare ulice, szare bloki, a nawet szarych ludzi. Nie był to może najpiękniejszy
widok, ale był to jej dom. Wydawało jej się, że jedyny. Teraz miało się to zmienić.
Nie była to na pewno ta „dobra” dzielnica. Nazywana jest często mroczną częścią
Georgetown.
Jedna
chwila i wszystko potoczyło się zupełnie inaczej… Jedna decyzja. Mogło być inaczej –
lepiej. Mogła tam nie iść. Wiedziała, że to nie tylko jej wina, a także, że nie powinna
nikogo obwiniać…
Co miała zrobić? Klamka zapadła.
Nie
ma odwrotu - jedzie do ciotki.
Może jednak od początku…
Mam nadzieję, że pociągniesz dalej tą historię, bo prolog mnie zaintrygował. Dawno nie czytałam czegoś, co zrobiło mi aż taki mętlik w głowie. W końcu to może być zapowiedź wszystkiego :)
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jaką radość sprawiłaś mi radość tym komentarzem! Nie tylko jego treścią, ale też samym faktem jego pojawienia się. :D
UsuńBardzo dziękują za lekturę przynajmniej prologu i gorąco zachęcam do czytania rozdziału 1.